Czy aby przypadkiem nie cenisz się zbyt nisko? Moja prelekcja na WordCamp Gdynia 2016.

Kilka tygodni temu dowiedziałam się, że nagranie mojej prelekcji z WordCampa uległo zniszczeniu i niestety nie będzie udostępnione na wordpress.tv. Nie będzie więc już okazji aby jej posłuchać. Szkoda, sama czekałam na nagranie żeby zobaczyć jak to wyglądało z drugiej strony.

Postaram się więc opisać tutaj to wystąpienie oraz zamieścić slajdy i dodatkowe materiały, które zebrałam w trakcie przygotowań do prezentacji.

Czy aby przypadkiem nie cenisz się zbyt nisko?

We wrześniu 2016 roku wystąpiłam na WordCamp Gdynia z prelekcją pod tytułem “Czy aby przypadkiem nie cenisz się zbyt nisko”.

Pomysł na prelekcje wziął się stąd, że jakiś czas temu sama zaczęłam się zastanawiać czy nie mam zbyt niskich stawek (zajmuję się na co dzień WordPressem jako freelancer). Bo w pewnym momencie zaczęłam mieć naprawdę dużo zleceń, ale jakoś nie przekładało się to na duże pieniądze.

Wtedy też postanowiłam, że muszę zrobić rozeznanie jak kształtują się ceny stron internetowych na rynku i zobaczyć jak to się ma do cen, które ja oferuję. No i gdzieś po drodze ta myśl przerodziła się w pomysł na prelekcję, a że od dawna chciałam wystąpić na WordCampie to zdecydowałam, że pociągnę ten temat.

Research

Aby zebrać w miarę wiarygodne dane potrzebowałam zrobić 2 rzeczy:

  • przygotować coś w rodzaju briefu opisującego wymagania do strony
  • podszyć się pod potencjalnego klienta, który szuka wykonawcy strony internetowej i wysłać zapytania o wycenę tego projektu do firm i freelancerów, którzy się tym zajmują.

W międzyczasie wpadłam na pomysł, że bez sensu będzie szukać w internecie jakichś przypadkowych firm, skoro wśród 300 uczestników WordCampa z pewnością znajdzie się kilkadziesiąt osób, które zajmują się stronami na WordPressie (to przecież oczywiste!). A dodatkowo zaserwuję uczestnikom trochę emocji, kiedy dowiedzą się, że nieświadomie zostali wciągnięci w mój szatański plan 😛

Jedyny problem polegał na tym, że na stronie z listą uczestników WordCampa wymienione są same nazwiska, nie ma odnośników do witryn, ani nawet do profili w mediach społecznościowych. No więc musiałam wszystkie wymienione tam osoby wygooglować!

Udało mi się znaleźć prawie 50 freelancerów lub agencji, w których pracują uczestnicy WordCampa. Wiele osób pominęłam, dlatego, że: 1. nie udało mi się znaleźć strony www związanej z danym uczestnikiem, 2. na stronie uczestnika nie było jednoznacznej informacji, że zajmuje się tworzeniem stron internetowych (cięcie psd do WordPressa się nie kwalifikowało).

Z prawie 50 wysłanych maili otrzymałam ok. 30 odpowiedzi z konkretną wyceną, które mogłam uwzględnić w moim zestawieniu.

A oto dokładny opis zlecenia, który otrzymały do wyceny wszystkie powyższe osoby:

W dużym skrócie brief opisywał założenia do strony internetowej z funkcjonalnością dodawania zajęć dla dzieci i możliwością zapisywania się na te zajęcia przez osoby odwiedzające stronę.

Otrzymane wyceny kształtowały się następująco:

ceny-stron-internetowych

Ceny wahały się od 850 zł – 13000 zł. Mediana przebiegała w okolicy 3000 zł – czyli dokładnie połowa osób wyceniła wykonanie tej strony na kwotę poniżej 3000 zł, a druga połowa podała cenę powyżej 3000 zł (ceny netto, czyli do tego należy jeszcze doliczyć VAT).

Ogólnie widoczny był pewien trend tzn. kwoty poniżej mediany podawali raczej freelancerzy, osoby prowadzące mikrobiznesy rodzinne itp. Kwoty powyżej mediany dotyczyły raczej agencji zatrudniających już przynajmniej te kilka osób.

W każdym razie nas, jako osoby zarabiające na świadczeniu takich usług, najbardziej powinno interesować jak można zarobić najwięcej, jakie są te górne granice cen akceptowalne przez rynek.

Jak widać, dla wielu osób, szczególnie tych tańszych freelancerów, potencjał do podnoszenia cen jest dosyć duży. Wiele osób mogłoby sobie pozwolić aby podnieść ceny właściwie nawet dwukrotnie, z tym, że na pewno wiąże się to z szukaniem klientów w innych miejscach niż obecnie.

You are too cheap

No i trochę stąd, a trochę zainspirowana pewną prezentacją na WordCamp Europe w Wiedniu powstał mój pomysł na drugą część prelekcji.

Kilka miesięcy wcześniej uczestniczyłam właśnie w WordCamp Europe i załapałam się na prelekcję pt. “You are too cheap”, którą wygłosił Tomaz Zaman. Podczas swojego wystąpienia Tomaz zadał publiczności pytanie: kto z was zarabia powyżej 100$ za godzinę i naprawdę sporo osób podniosło wtedy ręce, powiedziałabym, że przynajmniej 10-15% sali. A jak kilkadziesiąt osób siedzących wokół ciebie podnosi ręce bo zarabia powyżej 100$ za godzinę to zaczynasz się zastanawiać.

No i przyszła mi taka myśl, że jeśli programiści w USA zarabiają 100$ za godzinę, to ile w takim razie kosztują tam strony internetowe. Długo nie dawało mi to spokoju, więc postanowiłam, że skoro mam już przygotowany ten brief, to mogę go przecież przetłumaczyć na angielski, wygooglować uczestników jednego z amerykańskich WordCampów i wysłać im zapytanie o wycenę tej samej strony. I to też zrobiłam.

Okazało się jednak, że w Stanach wszyscy najpierw chcą się umawiać na spotkanie lub przynajmniej na rozmowę telefoniczną, zanim w ogóle będą chcieli podać swoja wycenę. Było mi bardzo trudno uzyskać jakieś konkrety, ale ostatecznie po wysłaniu ok. 100 maili udało mi się otrzymać ok. 20 wycen.

No więc ceny w USA za wykonanie tej samej strony kształtują się następująco:

ceny-stron-internetowych-w-usa

Myślę, że nikogo nie dziwi, to że ceny są wyższe niż w Polsce. Ale czy spodziewaliście się, że aż o tyle wyższe? Najwyższa cena, w przeliczeniu ok 60 000 zł za prostą stronę, wygląda kosmicznie. Ale prawda jest taka, że tam z większymi agencjami zaczyna się rozmowy od 10 tys $.

Mediana w USA wyniosła 4500$, czyli ok 17000 zł – ponad 5,5 razy więcej niż w Polsce.

A tak szczegółowo kształtowały się wyceny otrzymane z USA:

Ciekawostką było jeszcze to, że o ile większość polskich firm nie widziała problemu żeby wykonać dla mnie, A.K.A. Joanny Malinowskiej, tą stronę w ciągu 1 miesiąca, tak większość Amerykanów od razu zaznaczała, że termin wykonania wynosi ok 3 miesiące i że nie ma szans się z tym wyrobić w 1 miesiąc.

I to nie dlatego, że u nich trwałoby to dłużej, ale dlatego, że oni mają już rozplanowane projekty na 2 miesiące do przodu i nie mają wolnych slotów godzinowych żeby podjąć się czegoś na szybko. A pomyślcie jaki to jest też komfort, że nie robią łapanki na projekty z terminem wykonania na jutro, ale sobie na spokojnie planują pracę z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

W każdym razie myślę, że dobrze jest zobaczyć jak to wygląda za granicą, choćby dlatego żeby nie bać się podawać znacznie wyższych cen kontrahentom z Zachodu, bo sami widzicie ile oni biorą od swoich klientów.

Kiedy zaczęły do mnie spływać te wyceny z USA w pierwszym momencie mnie one zszokowały. Chyba po prostu nie spodziewałam się, że te ich ceny aż tak bardzo odbiegają od naszych. Ale to jest dla nas dobra wiadomość.

Bo w branży IT lokalizacja nie ma znaczenia. Bez problemu można robić zlecenia dla firm z UE czy USA mieszkając w Polsce (lub nawet pod palmą w Tajlandii). Jedyne co ma znaczenie to umiejętności, no i oczywiście trzeba znać język angielski.

Po moim wystąpieniu ktoś zapytał dlaczego nie zrobiłam takiego porównania cen w Indiach czy Pakistanie. To pytanie mnie zaskoczyło, bo w swojej prelekcji chciałam przede wszystkim pokazać, że są możliwości aby zarabiać więcej. Że są firmy, które mają wyższe ceny od nas, a mimo to mają klientów. Że na Zachodzie ceny są tak znacznie wyższe, że będąc ich podwykonawcami spokojnie możemy podnieść swoje stawki dwukrotnie, a im i tak zostanie jeszcze z 50% marży.

Po co miałabym więc robić porównanie cen w Indiach? Ja mam takie podejście, że zawsze trzeba chcieć od życia czegoś więcej i w związku z tym ja nie porównuję się z ludźmi, którzy robią coś gorzej ode mnie, ale z tymi, którzy robią coś lepiej, którzy mogą być dla mnie inspiracją, wzorem do działania, którzy mi przypominają, że to coś więcej jest możliwe do osiągnięcia, bo skoro oni mogli, to co ja nie mogę? 😉 No i ta prelekcja była jakby odzwierciedleniem tego podejścia. Więc nie, nie planuję robić takiego eksperymentu cenowego w krajach tańszych od Polski.

Co w zamian zamierzam robić i nad czym właściwie już pracuję to przebicie się u tych zachodnich agencji, przetestowanie jakie są tam górne granice stawek dla nas. Wiążę z tym duże nadzieje, chociaż wiem, że jest na Zachodzie pewna bariera psychologiczna dotycząca zatrudniania osób z Europy Wschodniej. Ale może po prostu trzeba zacząć jeździć na te ich WordCampy i trochę im pomóc zmienić nastawienie… 🙂

Podsumowanie

To było moje pierwsze poważne wystąpienie publiczne. Moim zdaniem wyszło całkiem fajnie i jestem z niego zadowolona. I nawet spodobało mi się występowanie, chociaż tylko ja wiem ile mnie to kosztowało (a w zasadzie to chyba każdy, kto choć raz występował wie ile jest w tym stresu). Ale dziś nie mam żadnych wątpliwości, że było warto.

Mam dalsze plany związane z występowaniem, chętnie jeszcze poruszę temat pieniędzy na lokalnych WordUpach bo widać, że wywołuje on dużo emocji i wydaje mi się, że warto zacząć o tym otwarcie rozmawiać.

Zresztą zobaczymy już 5 grudnia 2016, kiedy to występuję na poznańskim WordUpie z nową prelekcją na temat tego jak wyceniać swoją pracę jako freelancer.

W przyszłym roku planuję też podnieść sobie poprzeczkę i wystąpić po angielsku na zagranicznym WordCampie – jak tylko wpadnę na jakiś fajny pomysł to się gdzieś na pewno zgłoszę 🙂

A w międzyczasie zdążyłam już wymyślić z 3 równie ciekawe i nieco kontrowersyjne tematy na kolejnego polskiego WordCampa, także pewnie niebawem trzeba będzie pomyśleć o kolejnym eksperymencie:)

Jestem też ciekawa Waszych przemyśleń na temat mojej prelekcji także zapraszam do komentowania lub wysłania prywatnej wiadomości. Mimo, że od WordCampa minęły prawie 3 miesiące i emocje dawno już opadły to przydałby mi się feedback, szczególnie, że planuję częściej występować 🙂


P.S. Informacja dla osób, które zostały przeze mnie wciągnięte w ten eksperyment

Przygotowując tą prelekcję moją intencją było uzyskanie w miarę wiarygodnych informacji na temat cen, więc nie mogłam tego zrobić w inny sposób niż po prostu podszyć się pod potencjalnego klienta. Prezentacja wywołała dużo emocji, naprawdę było to widać, ale mam nadzieję, że wynieśliście z niej coś ciekawego dla siebie.

Dziękuję wszystkim osobom, które poświęciły swój czas na przysłanie wyceny. Cała korespondencja z Wami nie została nikomu udostępniona i zaraz po WordCampie została przeze mnie wykasowana, także jedyny po niej ślad znajduje się już tylko w Waszych skrzynkach pocztowych. 

Planowałam zamieścić tutaj zestawienie polskich ofert w takiej samej formie jak amerykańskich, ale ostatecznie postanowiłam ich nie upubliczniać.


Foto: fotograf Wojtek Równanek