Czy aby przypadkiem nie cenisz się zbyt nisko? Moja prelekcja na WordCamp Gdynia 2016.

wordcamp-gdynia-2016

Kilka tygodni temu dowiedziałam się, że nagranie mojej prelekcji z WordCampa uległo zniszczeniu i niestety nie będzie udostępnione na wordpress.tv. Nie będzie więc już okazji aby jej posłuchać. Szkoda, sama czekałam na nagranie żeby zobaczyć jak to wyglądało z drugiej strony.

Postaram się więc opisać tutaj to wystąpienie oraz zamieścić slajdy i dodatkowe materiały, które zebrałam w trakcie przygotowań do prezentacji.

Czy aby przypadkiem nie cenisz się zbyt nisko?

We wrześniu 2016 roku wystąpiłam na WordCamp Gdynia z prelekcją pod tytułem “Czy aby przypadkiem nie cenisz się zbyt nisko”.

Pomysł na prelekcje wziął się stąd, że jakiś czas temu sama zaczęłam się zastanawiać czy nie mam zbyt niskich stawek (zajmuję się na co dzień WordPressem jako freelancer). Bo w pewnym momencie zaczęłam mieć naprawdę dużo zleceń, ale jakoś nie przekładało się to na duże pieniądze.

Wtedy też postanowiłam, że muszę zrobić rozeznanie jak kształtują się ceny stron internetowych na rynku i zobaczyć jak to się ma do cen, które ja oferuję. No i gdzieś po drodze ta myśl przerodziła się w pomysł na prelekcję, a że od dawna chciałam wystąpić na WordCampie to zdecydowałam, że pociągnę ten temat.

Research

Aby zebrać w miarę wiarygodne dane potrzebowałam zrobić 2 rzeczy:

  • przygotować coś w rodzaju briefu opisującego wymagania do strony
  • podszyć się pod potencjalnego klienta, który szuka wykonawcy strony internetowej i wysłać zapytania o wycenę tego projektu do firm i freelancerów, którzy się tym zajmują.

W międzyczasie wpadłam na pomysł, że bez sensu będzie szukać w internecie jakichś przypadkowych firm, skoro wśród 300 uczestników WordCampa z pewnością znajdzie się kilkadziesiąt osób, które zajmują się stronami na WordPressie (to przecież oczywiste!). A dodatkowo zaserwuję uczestnikom trochę emocji, kiedy dowiedzą się, że nieświadomie zostali wciągnięci w mój szatański plan 😛

Jedyny problem polegał na tym, że na stronie z listą uczestników WordCampa wymienione są same nazwiska, nie ma odnośników do witryn, ani nawet do profili w mediach społecznościowych. No więc musiałam wszystkie wymienione tam osoby wygooglować!

Udało mi się znaleźć prawie 50 freelancerów lub agencji, w których pracują uczestnicy WordCampa. Wiele osób pominęłam, dlatego, że: 1. nie udało mi się znaleźć strony www związanej z danym uczestnikiem, 2. na stronie uczestnika nie było jednoznacznej informacji, że zajmuje się tworzeniem stron internetowych (cięcie psd do WordPressa się nie kwalifikowało).

Z prawie 50 wysłanych maili otrzymałam ok. 30 odpowiedzi z konkretną wyceną, które mogłam uwzględnić w moim zestawieniu.

A oto dokładny opis zlecenia, który otrzymały do wyceny wszystkie powyższe osoby:

W dużym skrócie brief opisywał założenia do strony internetowej z funkcjonalnością dodawania zajęć dla dzieci i możliwością zapisywania się na te zajęcia przez osoby odwiedzające stronę.

Otrzymane wyceny kształtowały się następująco:

ceny-stron-internetowych

Ceny wahały się od 850 zł – 13000 zł. Mediana przebiegała w okolicy 3000 zł – czyli dokładnie połowa osób wyceniła wykonanie tej strony na kwotę poniżej 3000 zł, a druga połowa podała cenę powyżej 3000 zł (ceny netto, czyli do tego należy jeszcze doliczyć VAT).

Ogólnie widoczny był pewien trend tzn. kwoty poniżej mediany podawali raczej freelancerzy, osoby prowadzące mikrobiznesy rodzinne itp. Kwoty powyżej mediany dotyczyły raczej agencji zatrudniających już przynajmniej te kilka osób.

W każdym razie nas, jako osoby zarabiające na świadczeniu takich usług, najbardziej powinno interesować jak można zarobić najwięcej, jakie są te górne granice cen akceptowalne przez rynek.

Jak widać, dla wielu osób, szczególnie tych tańszych freelancerów, potencjał do podnoszenia cen jest dosyć duży. Wiele osób mogłoby sobie pozwolić aby podnieść ceny właściwie nawet dwukrotnie, z tym, że na pewno wiąże się to z szukaniem klientów w innych miejscach niż obecnie.

You are too cheap

No i trochę stąd, a trochę zainspirowana pewną prezentacją na WordCamp Europe w Wiedniu powstał mój pomysł na drugą część prelekcji.

Kilka miesięcy wcześniej uczestniczyłam właśnie w WordCamp Europe i załapałam się na prelekcję pt. “You are too cheap”, którą wygłosił Tomaz Zaman. Podczas swojego wystąpienia Tomaz zadał publiczności pytanie: kto z was zarabia powyżej 100$ za godzinę i naprawdę sporo osób podniosło wtedy ręce, powiedziałabym, że przynajmniej 10-15% sali. A jak kilkadziesiąt osób siedzących wokół ciebie podnosi ręce bo zarabia powyżej 100$ za godzinę to zaczynasz się zastanawiać.

No i przyszła mi taka myśl, że jeśli programiści w USA zarabiają 100$ za godzinę, to ile w takim razie kosztują tam strony internetowe. Długo nie dawało mi to spokoju, więc postanowiłam, że skoro mam już przygotowany ten brief, to mogę go przecież przetłumaczyć na angielski, wygooglować uczestników jednego z amerykańskich WordCampów i wysłać im zapytanie o wycenę tej samej strony. I to też zrobiłam.

Okazało się jednak, że w Stanach wszyscy najpierw chcą się umawiać na spotkanie lub przynajmniej na rozmowę telefoniczną, zanim w ogóle będą chcieli podać swoja wycenę. Było mi bardzo trudno uzyskać jakieś konkrety, ale ostatecznie po wysłaniu ok. 100 maili udało mi się otrzymać ok. 20 wycen.

No więc ceny w USA za wykonanie tej samej strony kształtują się następująco:

ceny-stron-internetowych-w-usa

Myślę, że nikogo nie dziwi, to że ceny są wyższe niż w Polsce. Ale czy spodziewaliście się, że aż o tyle wyższe? Najwyższa cena, w przeliczeniu ok 60 000 zł za prostą stronę, wygląda kosmicznie. Ale prawda jest taka, że tam z większymi agencjami zaczyna się rozmowy od 10 tys $.

Mediana w USA wyniosła 4500$, czyli ok 17000 zł – ponad 5,5 razy więcej niż w Polsce.

A tak szczegółowo kształtowały się wyceny otrzymane z USA:

Ciekawostką było jeszcze to, że o ile większość polskich firm nie widziała problemu żeby wykonać dla mnie, A.K.A. Joanny Malinowskiej, tą stronę w ciągu 1 miesiąca, tak większość Amerykanów od razu zaznaczała, że termin wykonania wynosi ok 3 miesiące i że nie ma szans się z tym wyrobić w 1 miesiąc.

I to nie dlatego, że u nich trwałoby to dłużej, ale dlatego, że oni mają już rozplanowane projekty na 2 miesiące do przodu i nie mają wolnych slotów godzinowych żeby podjąć się czegoś na szybko. A pomyślcie jaki to jest też komfort, że nie robią łapanki na projekty z terminem wykonania na jutro, ale sobie na spokojnie planują pracę z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

W każdym razie myślę, że dobrze jest zobaczyć jak to wygląda za granicą, choćby dlatego żeby nie bać się podawać znacznie wyższych cen kontrahentom z Zachodu, bo sami widzicie ile oni biorą od swoich klientów.

Kiedy zaczęły do mnie spływać te wyceny z USA w pierwszym momencie mnie one zszokowały. Chyba po prostu nie spodziewałam się, że te ich ceny aż tak bardzo odbiegają od naszych. Ale to jest dla nas dobra wiadomość.

Bo w branży IT lokalizacja nie ma znaczenia. Bez problemu można robić zlecenia dla firm z UE czy USA mieszkając w Polsce (lub nawet pod palmą w Tajlandii). Jedyne co ma znaczenie to umiejętności, no i oczywiście trzeba znać język angielski.

Po moim wystąpieniu ktoś zapytał dlaczego nie zrobiłam takiego porównania cen w Indiach czy Pakistanie. To pytanie mnie zaskoczyło, bo w swojej prelekcji chciałam przede wszystkim pokazać, że są możliwości aby zarabiać więcej. Że są firmy, które mają wyższe ceny od nas, a mimo to mają klientów. Że na Zachodzie ceny są tak znacznie wyższe, że będąc ich podwykonawcami spokojnie możemy podnieść swoje stawki dwukrotnie, a im i tak zostanie jeszcze z 50% marży.

Po co miałabym więc robić porównanie cen w Indiach? Ja mam takie podejście, że zawsze trzeba chcieć od życia czegoś więcej i w związku z tym ja nie porównuję się z ludźmi, którzy robią coś gorzej ode mnie, ale z tymi, którzy robią coś lepiej, którzy mogą być dla mnie inspiracją, wzorem do działania, którzy mi przypominają, że to coś więcej jest możliwe do osiągnięcia, bo skoro oni mogli, to co ja nie mogę? 😉 No i ta prelekcja była jakby odzwierciedleniem tego podejścia. Więc nie, nie planuję robić takiego eksperymentu cenowego w krajach tańszych od Polski.

Co w zamian zamierzam robić i nad czym właściwie już pracuję to przebicie się u tych zachodnich agencji, przetestowanie jakie są tam górne granice stawek dla nas. Wiążę z tym duże nadzieje, chociaż wiem, że jest na Zachodzie pewna bariera psychologiczna dotycząca zatrudniania osób z Europy Wschodniej. Ale może po prostu trzeba zacząć jeździć na te ich WordCampy i trochę im pomóc zmienić nastawienie… 🙂

Podsumowanie

To było moje pierwsze poważne wystąpienie publiczne. Moim zdaniem wyszło całkiem fajnie i jestem z niego zadowolona. I nawet spodobało mi się występowanie, chociaż tylko ja wiem ile mnie to kosztowało (a w zasadzie to chyba każdy, kto choć raz występował wie ile jest w tym stresu). Ale dziś nie mam żadnych wątpliwości, że było warto.

Mam dalsze plany związane z występowaniem, chętnie jeszcze poruszę temat pieniędzy na lokalnych WordUpach bo widać, że wywołuje on dużo emocji i wydaje mi się, że warto zacząć o tym otwarcie rozmawiać.

Zresztą zobaczymy już 5 grudnia 2016, kiedy to występuję na poznańskim WordUpie z nową prelekcją na temat tego jak wyceniać swoją pracę jako freelancer. (chcesz wlecieć? zapisz się tutaj >>)

W przyszłym roku planuję też podnieść sobie poprzeczkę i wystąpić po angielsku na zagranicznym WordCampie – jak tylko wpadnę na jakiś fajny pomysł to się gdzieś na pewno zgłoszę 🙂

A w międzyczasie zdążyłam już wymyślić z 3 równie ciekawe i nieco kontrowersyjne tematy na kolejnego polskiego WordCampa, także pewnie niebawem trzeba będzie pomyśleć o kolejnym eksperymencie:)

Jestem też ciekawa Waszych przemyśleń na temat mojej prelekcji także zapraszam do komentowania lub wysłania prywatnej wiadomości. Mimo, że od WordCampa minęły prawie 3 miesiące i emocje dawno już opadły to przydałby mi się feedback, szczególnie, że planuję częściej występować 🙂


P.S. Informacja dla osób, które zostały przeze mnie wciągnięte w ten eksperyment

Przygotowując tą prelekcję moją intencją było uzyskanie w miarę wiarygodnych informacji na temat cen, więc nie mogłam tego zrobić w inny sposób niż po prostu podszyć się pod potencjalnego klienta. Prezentacja wywołała dużo emocji, naprawdę było to widać, ale mam nadzieję, że wynieśliście z niej coś ciekawego dla siebie.

Dziękuję wszystkim osobom, które poświęciły swój czas na przysłanie wyceny. Cała korespondencja z Wami nie została nikomu udostępniona i zaraz po WordCampie została przeze mnie wykasowana, także jedyny po niej ślad znajduje się już tylko w Waszych skrzynkach pocztowych. 

Planowałam zamieścić tutaj zestawienie polskich ofert w takiej samej formie jak amerykańskich, ale ostatecznie postanowiłam ich nie upubliczniać.


Foto: fotograf Wojtek Równanek

  • Dzięki Magda za ciekawy art.
    Ten temat zawsze będzie budził emocje ale trzeba o tym rozmawiać.
    Wg mnie podstawa to wytłumaczyć klientowi, że strona nie równa się stronie, że kupując Daewoo, które jeździ nie znaczy, że ma samochód ;P
    A tak serio to tak jak we wszystkich branżach zawsze będą niskie ceny z niską jakością. Trzeba walczyć jakością a nie cenami.
    Ceny ze Stanów mnie rozwaliły – trzeba szukać tam klientów 😉

    • Krzysztof Radzikowski

      pamitaj ze tam inna waluta jest – dolar po 4 – ale faktycznie 1000$ za prosta wizytowke to norma

    • Dzięki:) Tak, myślę, że warto się rozglądać za granicą za zleceniami, ale warto też podawać im wyższe stawki niż mamy w Polsce.

      Natomiast to nie jest tak, że za wyższymi cenami idzie wyższa jakość. Wręcz powiedziałabym coś przewrotnego – tutaj w przypadku tych polskich wycen jakość jest dosyć podobna niezależnie czy się zapłaci 2 tys czy 5 tys.

      Po pierwsze dlatego, że droższe oferty dotyczą agencji, a tańsze freelancerów. A wiadomo, że agencje podzlecają freelancerom, narzucają swoją marżę i wychodzi 2 razy wyższa cena dla klienta za dokładnie to samo (bo gdyby klient trafił bezpośrednio do tego freelancera to dostałby to samo za połowę ceny).

      Wiesz, ja znam sporo z tych osób, które wysłały te wyceny i to są ludzie, którzy siedzą w tym już długo, są profesjonalistami i większości z nich nie wahałabym się polecić. I uwierz mi, sam byłbyś zdziwiony jak dobrą jakość można dostać w tej półce cenowej. Tutaj nie było wycen od amatorów, jakich studenciaków, co się ogłaszają po oferii czy coś. Różnica w cenach polega głównie na tej marży dla agencji, a nie na jakości.

  • kutyba.it

    Dobrze, że są ludzie tacy jak Ty, którzy edukują takich jak my w kwestii stawek za pracę. Niestety klientów w Polsce mamy „trudnych”, ja już słyszałem wiele razy, że stawka 100 zł brutto / h to stawka dyrektorska (nie za wordpress, za ecommerce). No cóż, nie każdego stać na dobre usługi. Z drugiej strony pełno jest ofert wykonania strony za 350-500 zł. Tacy wykonawcy psują rynek. Pracy jest dużo, po co tak walczyć ceną.

    • Krzysztof Radzikowski

      To nie jest psuciem rynku. Osobiscie bardzo lubie ludzi po divi z alegro za 79 pln bo sa oni swiadomi tego jak bardzo sie oszukali. Fakt ze 9/10 januszy bedzie zadowolonych jednak ich po prostu nic nie przekona ze za jakoscia idzie cena. No chyba ze ida w reklame i agencja ich oswieci ze strona jest do zaorania

      • kutyba.it

        Nie no spoko, też lubię pyknąć stronkę na divi w 2 dni, gdy mnie ktoś o to prosi. Niektórzy potrzebują takiej strony, która nie ma odwiedzin, nie jest idealna, ma po prostu być, żeby cokolwiek było. Ale opieranie na tym swojego „biznesu” wygląda słabo i wg mnie jest to psucie rynku, bo przez to częściej słyszymy „paaanie, ileee?”

        • Krzysztof Radzikowski

          „Panie chce zrobić sklep” mam jakieś 1300 produktów trzeba zrobić zdjęcia i opisy wstawić to na darmowy sklep” … budżet 1000 🙂 to z zeszłego tygodnia …. i oczywiście „jak się pan zna to dla pana kilka godzin pracy” 🙂 to z zeszłego miesiąca. Nie wychodzę z założenia ze jest to psucie rynku. Podobnie jak autorka znam realia zachodnie i zdarzało mi się kilka lat freelancowac „zagranico” tam jest po prostu inna kultura. Wspomniane spotkania itd przed wycena – tu każdy oczekuje ze dostanie ( najlepiej tego samego dnia) kompletna wycenę strony / pozcyjonowania itd. I to jest problem ze nie umiemy z freelancerami gadać – ludzie się nauczyli korpo traktowania podwykonawców ( wg zasady – na twoje miejsce mam 100 chętnych sek w tym ze to już nie działa). Sa miejsca gdzie po prostu sie nie szuka zlecen bo nie warto nawet czasu tracić np oferia. Zobacz tez jak wygladaja ogłoszenia o prace w IT / SEO – tu bez wideł nikogo poza początkującym studentem nie przyciągniesz … Trzeba kształcić zleceniodawce i duży plus za takie artykuły – im więcej tym lepiej

          • Wiesz Krzysiek właśnie problem jest w tym, że nikt nie edukuje „zwyczajnych” ludzi – w sensie nie związanych z branżą IT. To są trudne tematy dla osób nie związanych z tą branżą, ludzie są często 10 lat do tyłu za rozwojem technologii, która przecież tak szybko się zmienia, że nawet jak się w tym siedzi to trudno nadążyć za zmianami.

            I nie jest to do końca ich zła wola, że oczekują zrobienia nie wiadomo czego za małą kasę. Mi się wydaje, że ludzie bardzo często nie rozumieją ile czasu i pracy trzeba w to włożyć, nawet na bardzo prostą stronę potrafi czasem zejść i 50 godzin jak się chce zrobić tak żeby klient był zadowolony.

            To jest tak jak z pewnym zleceniem, które widziałam ostatnio gdzieś na oferii czy coś, że gość chciał „takie małe Google” za 179 zł. I można się z tego śmiać, ale trzeba też spojrzeć na to jego oczami: on widzi jedno małe okienko do wpisania słowa i jeden mały przycisk – no więc ile może zająć zrobienie czegoś takiego? LOL

            A prawda jest taka, że nikt nikogo nie zmusza do przyjmowania takich zleceń. A jak już ktoś przyjmie coś takiego jak opisałeś powyżej to zrobi jedno, dwa takie zlecenia i albo to porzuci i pójdzie pracować do Biedronki, bo tam więcej zarobi na godzinę albo zacznie podnosić stawki aż osiągnie poziom, od którego ten interes się opłaca.

            Ja uważam, że nie ma czegoś takiego jak psucie rynku. Mamy wolny rynek i każdy może pracować za tyle ile chce w ramach własnej działalności. Pytanie tylko po co zakładać działalność gospodarczą, brać na siebie całe ryzyko, zero benefitów, zero urlopu, często zero wolnych weekendów, bardzo niskie chorobowe, być dostępnym dla klienta zawsze i o każdej porze żeby za przeproszeniem „dziadować”?

            A zleceń na rynku jest od groma, wśród nich jest sporo dobrych, trzeba się tylko nauczyć je odróżniać od tych złych i od razu żyje się lepiej:)

      • Pragmatus

        Dlaczego jedziecie po DIVI? Przecież to ma potężne możliwości i można na tym robić TOP wykony 😮

        • Krzysztof Radzikowski

          optymalizowałeś to kiedyś ? 🙂 żadna strona na bulderach się nie nadaje na coś co ma przyciągać ruch . Owszem wyklikasz sobie ale starczy ze ktoś puści np screaming froga na twój serwis a ubije ci serwer …

    • Może nie tyle psują rynek, co czasem psują projekty choć na dłuższą metę to może i jest faktycznie przyzwyczajanie klientów do śmiesznych stawek. Problem zaczyna się jak już babcia czy rodzice nie dają kieszonkowego i trzeba faktycznie zacząć zarabiać, a nie dorabiać. Inna kwestia to to, że jak klient chce mieć pod lakierem szpachlę i sznurki, jego problem 🙂 Jest i rynek dla rzemieślników i jest i rynek dla konkretniejszych umiejętności z wyższym progiem wejścia niż nauczenie się wyklikania sajtu w generatorze. Najlepiej mieć niszowe skille potrzebne dużemu biznesowi i łapać tematy bez pośredników choć często pośrednik też robi dobrą robotę bo znajduje klientów, którzy nie dają ogłoszeń do gazet i potrzebują gwarancji oraz obsługi na nieco wyższym poziomie niż umowa o dzieło. Tu zaczynają się dobre stawki.

  • Wchłonąłem art dwa razy !!!

  • Damian

    Według mnie to trochę ta statystyka nie jest prawidłowa, brakuje informacji o zależności wielkości firmy do ceny oraz podziału na zwykłych freelancerów.

    To tak jakby napisać zapytanie o stronę www do dużej agencji w Warszawie i to samo zapytanie do młodego freelancera w małej mieścinie. Pierwsi dadzą cenę 30k, freelancer 3k.

    Moja firma operuje na rynku amerykańskim, robimy tam znacznie większe projekty i często się zdarza że przegrywamy cenowo z inną firmą z… USA. Gdzie ceny dajemy ok. 2 razy większe niż w PL.

    • No i jest dokładnie tak jak piszesz – najwyższe ceny podawały duże agencje z największych polskich miast, a te ceny z niższego pułapu dotyczą raczej freelancerów. Co nie powinno nikogo dziwić. W końcu jest to częstą praktyką, że agencje podzlecają pracę freelancerom, potem odpalają jeszcze coś osobie od sprzedaży, narzucają swoją marżę, a końcową cenę płaci klient. Normalna sprawa w biznesie. A freelancer od końcowego klienta bierze tą samą kwotę co od agencji. To chyba też jest dosyć normalne.

      W stanach zresztą wyszło to podobnie, rozstrzał cenowy jest taki sam jak u nas. Freelancerzy robią za 2-3K agencje 5-10K, tylko że w dolarach. Myślę, że najlepiej po prostu szukać tam agencji partnerskich z podobnej półki cenowej do nas, a można to sprawdzić (ile oni biorą od swoich klientów) robiąc np. taki research jak w tym przykładzie.

      Natomiast ja nie prowadziłam tutaj badań naukowych, a tylko takie z grubsza rozeznanie jakie ceny dostanie klient kiedy wyszuka sobie kilka firm w internecie i wyśle do nich zapytanie ofertowe.

  • Kazimierz Osinski

    [….”na Zachodzie ceny są tak znacznie wyższe, że będąc ich podwykonawcami spokojnie możemy podnieść swoje stawki dwukrotnie, a im i tak zostanie jeszcze z 50% marży. Po co miałabym więc robić porównanie cen w Indiach? ….”]
    Porównanie cen z Indiami byłoby o tyle ciekawe, że odkryłabyś, że tam ceny za tą sama pracę zaczynają się od kilkunastu dolarów … a to oznacza, ze jeśli z dnia na dzień podniesiesz ceny „zachodniemu” klientowi to on długo się nie bedzie się zastanawiał i te zamówienia które da się realizować 100% zdalnie przeniesie właśnie do Indii. Graficy w Polsce narzekają, że ceny zaniżają im licealiści, którzy lizneli trochę photoshopai za 50 złotych proponują projekt logotypu. Inne rzeczy podgryzają chińczycy którzy zaczynają z wysoką ceną, zle dwie minuty negocjacji wystarczą, że zeszli z ceną do 30% tego co chciałby Polak , ale i to się zmienia, alibaba.com pomaga… uczą sie europejskich i amerykanskich cen. Trump ma rację z tymi cłami…Agencja zawsze jest droższa, nie dlatego , że bierze podwykonawcę freelancera i na to nakłada swoją marze, ale ze względu na to , ze najczęsciej jest dużo większą organizacją od Ciebie, to ma po prostu dużo wyższe koszty funkcjonowania – przjedź z jednosobowej działaności gospodarczej na sp z o.o., zatrudnij parę osób , wynajmij biuro, zainwestuj w marketing żeby przyciągnąć klientów to zobaczysz… jaka minimalną marże musisz narzucić na freelancera, żeby wyjść na swoje. Nie to , że ich bronię, nie pracuję w takiej agencji, ale miałem z nimi do czynienia, ale sam pracowałem w dużej korporacji 16 lat, więc mam trochę inną perspektywę.

    Ci tańsi to najczesciej ludzie którzy nie patrza perspektywicznie. bez skłonności do refleksji nad rynkiem na którym są, bez dociekliwości nie są w stanie nabrac świadomości, że czasami psują rynek.

    co do pracy dla kontrahentów na zachodzie… w styczniu miałem deal. sprzedałem z kolegą troche sprzętu do klienta z Bremy. termin płatności luty. sprzet wyslany w styczniu. klient zaplacil… w czerwcu. poniwaz interesuje sie gamedevem to sledze jak wyglada ten rynek. pamietam jakiegos bloga developerki z Berlina : własnie jej jakis klient nie zaplacil za kod do gry jaki dla niego napisala. tam tez sie takie historie zdarzaja.

    co do cen w usa : w lutym spedzilem trzy tygodnie, bylem w new yorku, las vegas, i LA. ceny jak w Polsce. Tylko waluta inna. szczerze polecam ten wpisa na blogu o pracy programisty w dolinie krzemowej : http://patrykbrozek.com/index.php/2016/11/21/programisto-czy-na-pewno-oplaca-sie-pracowac-w-dolinie-krzemowej-podaje-zarobki-i-koszty-zycia/ . to a pro pos zrozumienia skad u nich takie ceny uslug. w LA w okolicy Long Island gdzie mieszkalismy z żoną ponad tydzien, kierowca (najczesciej latynos) małego dostawczego SUVa, takiego ktory tam rozwozi cos do sklepow miescie zarabia ponad 3k$. takie oferty widzialem. ale jak popatzrysz ile w okolicy kosztuje wynajecie lokum, ile placisz za wszystko w sklepie, ile kosztuja dojazdu do pracy etc etc to duzo mu nie zostaje na koniec miesiaca.

  • Dima Noizinfected

    to ja chyba podkręce ceny, zwłaszcza że nie używam syfiastego WordPressa tylko api + angularjs jak człowiek…

    • kutyba.it

      API czego? W czym robisz backend do ng?

      • Dima Noizinfected

        preferuje Symfony2 (PHP)

  • Ciekawy artykuł. 🙂 Muszę przemyśleć swoje plany blogowe na przyszły rok.

    PS. Trochę przecinków brakuje w artykule. 😉

  • Bardzo oczywisty tekst i w sumie jestem mocno zaskoczony ogólnym zdziwieniem widowni. Wynika to z kilku faktów.
    Po pierwsze wychodziłem z założenia, że każdy rozumny freelancer/właściciel firmy sprawdza co jakiś czas, jakie są ceny w jego mieście, w kraju czy za oceanem. Bez tego ciężko przecież jakkolwiek estymować swoje stawki.
    Po drugie, oczywistym jest, że nie każdy kto robi dobrą grafikę czy fajne strony na WordPressie zna się na biznesie (rym niezamierzony). Z WordPressowcem jak z hydraulikiem. Jeden potrafi przekuć to w sztukę i pieniądze, drugi robi do us****j śmierci za 100 zł.

    W tym tekście brakowało mi właśnie najbardziej odniesienia do umiejętności biznesowych. Oczywiście dla wielu osób te porady okażą się wiele warte, no ale umówmy się, że jak ktoś robił/robi strony na WordPress za 2.000 zł, to nie może nagle podnieść cen do 15.000 zł. Firmy też się orientują w temacie i wiedzą ile dana agencja/freelancer bierze za stronę. W końcu ok. 50% wszystkich zleceń w tego typu agencjach klienci z polecenia. Nawet jeśli u agencji X jest inaczej, to nie ukrywajmy, że portfolio zawsze obnaża pewne mankamenty i gołym okiem widać, ile strona u tej agencji będzie nas kosztować. Tak więc po prostu nie można z dnia na dzień podbić tej stawki o XXX%. To jest pewien proces, który wymaga sporo czasu.

    Ostatnia kwestia. Wycena. Spodziewałem się takiego efektu. Polskie firmy w większości walą wycenami na ślepo, co oczywiście nie może przynieść im nic dobrego. Jak można wycenić stronę bez wymiany kilku maili, bez spotkania się. Oczywiście można to zrobić, ale zawsze będzie to błędna wycena i pewnie w 90% zaniżona.